— To znaczy, że pracuje pan w banku. — Oczywiście. „Simpson i Spółka" to sieć kas oszczędnościowych i pożyczkowych, istniejąca we wszystkich miastach południa i zachodu. Nasza centrala mieści się w Topeka, w Kansas. Wygłosiwszy to wszystko jednym tchem, księgowy spojrzał z dumą na sąsiada. Zjawił się kelner, przyniósł zamówioną potrawkę, pieczywo i dwie porcje whisky. Opróżnili szklaneczki. Będę poczuł się jeszcze lepiej niż przed chwilą. — Cóż pańska praca w banku ma wspólnego z wyjazdami? — zapytał. — Wszystko przez awans. Nie ma nic gorszego od niespodziewanego awansu. Będę uśmiechnął się. — To wcale nie zabawne, drogi panie. Dopóki byłem zwykłym księgowym, siedziałem w centrali jak Adam w raju. Lecz widać zbyt dobrze pracowałem i ukarano mnie za pychę. Po kilku latach podwyższono mi wynagrodzenie i mianowano księgowym do specjalnych zadań. Jakże byłem dumny. Wkrótce się okazało, że moje specjalne zadania polegają na kontrolowaniu naszych filii. Stale muszę wędrować. Co za złośliwość losu... Bo ja nie znoszę wędrówek!