Dalej minął pas zieleniejącej jeszcze łąki, za nim — świeżo zaorane rżyska, sad pełen jabłek, znowu corral, powtórne rżyska, aż na koniec zwarta linia zabudowań ograniczyła drogę z obu jej stron. Dostrzegł poprzeczną deskę, przybitą do pala na skraju drogi, która w tym miejscu stawała sit; ulicą. Napis głosił: „Goodyear. Mieszkańców 984". Więc trafił do celu. Właśnie kilku z tych 984 mieszkańców stało przed piętrowym budynkiem ze sztuczną, podwyższającą fasadą oraz informacją na niej, że tu się mieści „General storę", paru innych przed sąsiednia budą z szyldem ,,Dry goods" i przed dziwacznego kształtu jakąś remizą z czerwonej cegły, opatrzoną napisem-reklamą: ,,General outfitting storę. M. G. Hoover". Spotkał na swej drodze wysoki wóz farmerski, którego woźnica drzemał na koźle, a konie tkwiły w miejscu z opuszczonymi łbami. Pewnie również drzemały. Lecz gdzie, u licha, ten „Lucky Saloon"? Znowu głód dał o sobie znać. Będę postanowił wstąpić do pierwszego napotkanego saloonu, bez względu na to, czy będzie to „Lucky", czy nie.